czwartek, 23 czerwca 2016

Tęsknota

Znów się pojawiam... :)

W ostatnim czasie miałem bardzo dużo na głowie: praca i szkolenie w Warszawie, przygotowania do wesela brata, samo wesele + poprawiny, a po weselu dopadła mnie angina i wylądowałem w łóżku... Na tym wszystkim bardzo ucierpiał mój Skarb, bo nie miałem dla Niego zbyt wiele czasu. Powiedziałbym nawet, że to było takie "prawie nic". Chyba więcej czasu widzieliśmy się w pociągu, gdy razem jechaliśmy do pracy. No chyba, że policzymy jedną noc, którą udało nam się razem spędzić... Ale wszystko po kolei...


Wesele, jak wesele - ludzie się dobrze bawili. Zespół mieli naprawdę świetny - wszyscy go chwalili. Ja niestety nie miałem z kim się bawić, więc siedziałem i siedziałem... Powiem tak, było mi smutno, że całe nasze kuzynostwo zostało zaproszone z osobami towarzyszącymi, a na moim zaproszeniu byłem tylko ja. Nie oczekiwałem od mojego brata (nomen omen homofoba), zaproszenia mnie z moim partnerem, ale byłoby miło mieć kogokolwiek, z kim mógłbyś pogadać i trochę potańczyć, żeby nikt potem nie mógł mi zarzucić, że jest ze mną coś nie tak. Wiadomym jest przecież, że nie przyszedłbym z moim Skarbem, bo to nie na nas miała być skupiona uwaga wszystkich gości.  Gdy powiedziałem o tym mamie, usłyszałem słowa, że przecież brat nie zaprosiłby mnie z przyjacielem. Oznacza to, że mój partner, przynajmniej w mamy oczach, awansował na mojego przyjaciela - to jest naprawdę ogromny postęp. Już prawie dwa lata wiedzą o nas, więc w końcu przecież musi przyjść czas na akceptację...

Już na weselu nie czułem się za dobrze. Gdy tylko zaczęło mnie boleć gardło, od razu wiedziałem, że coś mi jest i szybko się to nie skończy. Po poprawinach pojechałem, do mojego Skarba. Wieczorem już nie byłem w stanie wrócić do domu. W poniedziałek męczyłem się w pracy - siedziałem nawet dobre 1,5 godziny na zapleczu, żeby spadła mi temperatura. I wziąłem dwa dni wolnego, które przeleżałem w łóżku... 

Dawno się z moim partnerem nie widziałem tak na dłużej - przez ostatnie trzy tygodnie chyba tylko raz spędziliśmy ze sobą więcej czasu (w nocy :D). Tak poza tym, to tylko jakieś krótkie spotkania. To zdecydowanie za mało!!! Bardzo za Nim tęsknię... Na szczęście wielkimi krokami zbliża się czas naszej planowanej przeprowadzki do Poznania. HA! Ale najpierw musimy wybrać mieszkanie, co wcale nie będzie takie łatwe, bo jesteśmy naprawdę wymagający :D

To ja już kończę, bo muszę wyszykować się dla mojego Billy'ego - dzisiejsze popołudnie mam zarezerwowane tylko dla Niego!!! 
Do napisania!!!

wtorek, 31 maja 2016

Moje poświęcenie

Dawno się nie odzywałem. Wiem, miałem pisać częściej, ale ostatnio wolnych chwil w mym kalendarzu brakuje. Wiele razy siadam do komputera, włączam opcję pisania nowego postu i stwierdzam, że nie mam sił, a jedyne o czym myślę, to moje łóżeczko. Przez ostatnie dwa miesiące moje życie obraca się wokół trzech tematów - praca, dom i mój Skarb, dla którego nie zawsze mam tyle czasu, ile obaj byśmy chcieli. Trochę się nawet o to kłócimy, w zasadzie nie tylko o to, bo też o moją fascynację pracą, o moje łamanie obietnic (nie zawsze celowe) i częstą zmianę zdania.


Okazało się też, że ja i mój partner mamy także troszeczkę inne poglądy na niektóre sprawy. Groziło to nawet rozstaniem z miłości. Ba! My nawet przez kilka godzin byliśmy singlami, ale udało nam się porozumieć. Dla naszego wspólnego dobra, bo bardzo mojego Skarba kocham, postanowiłem zrezygnować z jednego ze swoich marzeń, a raczej realizacji tego marzenia w pojedynkę, co umożliwia mi firma - chodzi o zagraniczne wyjazdy szkoleniowe. Jestem zdania, że jeśli firma daje Ci możliwości rozwoju i doskonalenia się, powinno się korzystać, bo później "przez przypadek" firma zrezygnuje z Ciebie. Dla mnie taka postawa jest świadomym zwalnianiem się z pracy - tak Misiu, cały czas tak myślę. Powiem szczerze, nie było to łatwe, ale czego nie zrobi się dla ukochanej osoby? Jakby nie było, jest to z mojej strony niemałe poświęcenie, które mam nadzieję, zostanie przez mojego partnera docenione. W końcu jest całym moim światem. Tak naprawdę, to zrobiło mi się jednak bardzo smutno, bo okazało się, że coś, co sprawiłoby mi dużą przyjemność a zarazem przydało w pracy, delikatnie mówiąc - nie spotkało się z akceptacją partnera. Niech mi teraz powie, że mi na Nim nie zależy :P Sam nie wiem, co było dla Niego ważniejszym argumentem: obawa, że Go zdradzę (chociaż wcale do tego nie potrzeba wyjazdów, o czym pisałem w jednym ze wcześniejszych postów) czy to, że będzie się o mnie bać i martwić. Tak właśnie teraz o tym pomyślałem....

Wiecie co? Ja nie będę od Niego wymagać żadnych poświęceń. To trochę nie jest w moim stylu - po prostu akceptuję Go ze wszystkimi Jego wadami i zaletami. Będę dopingował Go w realizowaniu swoich pasji oraz wspierał w dążeniu do wyznaczonego celu. Jeśli On będzie szczęśliwy, to i ja też będę!

sobota, 14 maja 2016

Coming out w pracy

Właśnie mija mój pierwszy miesiąc w nowej pracy. Muszę powiedzieć, że spełniam się tam całkowicie - chyba nic lepszego nie mogło mi się trafić. Mam już swoje małe sukcesy i to one napędzają mnie do bycia jeszcze lepszym w tym, co robię. Taki legalny doping. Pracuję z samymi kobietami i mnie osobiście bardzo to pasuje. W końcu jako gej, świetnie się z nimi dogaduję. Co najważniejsze - zostałem zaakceptowany jako pierwszy facet w oddziale. Wszyscy jesteśmy w podobnym wieku i tak naprawdę, to mamy podobne problemy... Wydawać by się mogło, że dla geja idealną pracą jest ta z innymi mężczyznami, ale w moim przypadku tak nie jest. Nie potrafię zrozumieć psychiki heteryków i ich seksistowskich żartów o kobietach.

Jakiś czas temu pisałem, że jestem gotowy na kolejne coming outy... Rozmawiałem też o tym z moim mężczyzną. Uświadamiał mnie, że moje koleżanki w pracy mogą podejrzewać mnie o bycie gejem. Twierdził, że moje zachowanie i sposób bycia mogą zdradzać orientację... Nie chciałem mu wierzyć, ale teraz przyznaję rację! 
 
Tak, kolejny coming out za mną, w dodatku taki trochę niespodziewany, bez żadnego przygotowania. Czwartek zaczął się fatalnie - zamiast 50 minut, do pracy jechałem 3 godziny... W pracy byłem spóźniony 1,5 godziny... Właśnie to wydarzenie stało się tematem mojej rozmowy z jedną z koleżanek z pracy. Pytała, czy zamierzam przeprowadzić się do Poznania. Oczywiście odpowiedziałem, że tak, ale latem, na przełomie lipca i sierpnia. Dalej zapytała: "Pokój czy mieszkanie?". "Mieszkanie" - odparłem. "Ale sam czy z kimś? A w ogóle to masz dziewczynę?". I tutaj bez żadnego namysłu, ale za to z rozbrajającą szczerością i wielkim uśmiechem odpowiedziałem: "Nie. Chłopaka...". Jej reakcja była rewelacyjna, tak mniej więcej: "No co ty? Wiedziałam! Tak coś podejrzewałam, bo jesteś zbyt zadbany i poukładany." Wiecie jak mi ulżyło? Dalej chwilę jeszcze porozmawialiśmy o moim Skarbie, ile ma lat, jak długo jesteśmy razem i że ma koleżankę bi... Powiem Wam, że było to przyjemne i bardzo dobrze czułem się z tym, że mogę o takich rzeczach swobodnie z kimś rozmawiać. Życzę każdemu z Was, żeby tylko takie reakcje towarzyszyły Waszym coming outom. Sobie także tego życzę. Gdy o całej tej sytuacji opowiedziałem  mojemu Słodziakowi, usłyszałem, że jest ze mnie dumny. To bardzo miłe! Dziękuję!

Chyba teraz będzie mi już łatwiej, a poza tym - bardzo tego chcę. Chcę żyć otwarcie, dzielić się z innymi moim szczęściem... Wiem, na wszystko przyjdzie czas, ale już teraz planuję stawianie kolejnych kroków :)

piątek, 6 maja 2016

Post muzyczny - Eurowizja

Wielkimi krokami zbliża się kolejna Eurowizja. Od zawsze lubiłem oglądać transmisje z tego festiwalu. I w tym roku na pewno też będę oglądać. Za sobą mam już przesłuchanie wszystkich konkursowych piosenek, więc mam też swoich faworytów. Moja dziesiątka to: Justs z Łotwy, Jamala z Ukrainy, Amir z Francji, Dami In z Australii, Sergey Lazarev z Rosji, Greta Salóme z Islandii, Lighthouse X z Danii, Barei z Hiszpanii, Samra z Azerbejdżanu i będąc patriotą - nasz Michał Szpak. Nasza piosenka nie przypadła mi do gustu, a nawet powiem, że jej nie lubię. Wiem jednak, że wielu ludziom naprawdę się podoba (i to nie tylko w Polsce), więc szanuję gust innych. Ja i mój partner zagłosowaliśmy na Edytę Górniak - szkoda, że się jej nie udało. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zdecyduje się na występ...


Mimo, iż dla wielu Eurowizja to festiwal kiczu i tandety, to jednak nikt jeszcze nie wymyślił innego sposobu na promowanie w Europie (ale i nie tylko) mniej znanych artystów z mniejszych krajów. Gdyby nie Eurowizja, nigdy bym nie usłyszał "Love Injected" fantastycznej Aminaty Savadogo z Łotwy. Dla mnie była to najlepsza piosenka zeszłorocznego konkursu. Oj! Miałem wtedy ciarki! W tym roku także najbardziej spodobała mi się łotewska piosenka. I to wcale nie tylko dlatego, że śpiewający ją Justs jest przystojny. Okazało się, że muzykę i słowa napisała wspomniana już przeze mnie Aminata. "Heartbeat" to naprawdę dobra piosenka i w tym roku prawdopodobnie na nią zagłosuję.

Prawdą jest, że wiele krajów stosuje głosowanie sąsiedzkie, przyjacielskie. Wiadomo, że Europa Wschodnia głosuje na siebie, Bałkany na siebie, a Skandynawia na siebie. Tylko my, Polacy, jesteśmy takimi sierotkami, których nikt nie lubi. Zmiany w sposobie punktacji chyba jednak zmierzają w dobrą stronę, bo przez ostatnie dwa lata udawało nam się dostać do finału konkursu. Chociaż nadal mamy niemalże stuprocentową pewność, że Cypr i Grecja wymienią się dwunastkami, albo że Armenia i Azerbejdżan dadzą sobie jakże okrągłe "0". Niestety, trochę polityki zawsze w tym będzie.

Wracając do zeszłorocznej Eurowizji. Wygrał ją Måns Zelmerlöw, który pozował nago w brytyjskim magazynie dla gejów i biseksualistów Gay Times (GT). Wokalista tuż przed konkursem zasłynął wypowiedzią, że homoseksualizm nie jest normalny, co wywołało duże oburzenie wśród fanów Eurowizji. Później tłumaczył, że jego słowa zostały błędnie odebrane, a osobiście bardzo szanuje osoby homoseksualne. Rozumiem go, bo z własnego doświadczenia wiem, że nie zawsze powie się to, co naprawdę chce się powiedzieć. Czasami już zastosowanie skrótu myślowego, może diametralnie zmienić sens naszej wypowiedzi.

Kto wygra w tym roku? Przekonamy się w sobotę, 14 maja, w godzinach bardzo późnowieczornych :)

wtorek, 3 maja 2016

Ciężkie dni

Dziś mam ciężki dzień...
Ciężkie dni za mną...
Kolejne ciężkie dni przede mną...

Jestem rozkojarzony, nieobecny, sfrustrowany, bezsilny...
Rozmyślam, zamartwiam się...
Gadam głupoty, mam najgorsze myśli...

I ten mętlik w głowie...
Nikt mnie nie rozumie...
Znikąd wsparcia...

Wiem, nie jestem ideałem...
Mam swoje za uszami...
Ale nie jestem zły...

Chciałbym być silny...
Nie jestem...
I pewnie nigdy nie będę...

Nawarstwiające się problemy...
Pozostawiony sam sobie...
Bez perspektyw...

środa, 27 kwietnia 2016

Zazdrość w związku

Na wstępie chciałem Was przeprosić za to, że tak rzadko się odzywam. Ostatnio w moim życiu dużo się dzieje. Są to rzeczy i pozytywne, i niestety także negatywne. Udało mi się jednak znaleźć odrobinę czasu na napisanie kolejnego posta. Początkowo myślałem, że nie będę mieć większych problemów z regularnym pisaniem, ale okazało się, że byłem w błędzie - praca robi swoje, a każdą wolną chwilę staram się spędzać z moim Skarbem. Obiecuję jednak, że bloga nie porzucę. To nie jest w moim stylu! :)

Tak się właśnie zastanawiam, jak to jest z tą zazdrością w związku i czy "nie ma miłości bez zazdrości". Z jednej strony - gdy jej nie ma, to może to oznaczać, że ufamy partnerowi bezgranicznie lub wg innej interpretacji - w ogóle nam na nim nie zależy. Z drugiej trony, gdy zazdrość jest, możemy myśleć, że partner nam nie ufa albo wręcz przeciwnie - bardzo nas kocha. I bądź tu człowieku mądry! W zasadzie nie samo uczucie zazdrości, ale zachowanie spowodowane tym uczuciem jest tutaj głównym problemem. Nie wyobrażam sobie chorobliwej zazdrości obsesyjnej, bo ona działa na związek destrukcyjnie i prędzej czy później taka para rozstanie się. Zakładając  z góry możliwość zdrady, sami stawiamy związek na straconej pozycji. To jest przypadek, gdy obie osoby nie mają życia. Zazdrosny ma manię zdrady, a ten drugi czuje się osaczony. Jeśli zazdrość zdominuje wszelkie inne uczucia w związku, partnerstwo będzie poważnie zagrożone. Brak zaufania, podejrzliwość, nadzorowanie życia partnera, próby zamknięcia go w złotej klatce – to wszystko jest pochodnym zazdrości. Takie coś nigdy nie jest korzystne dla nikogo. Urządzanie scen zazdrości przy znajomych, szpiegowanie komputera czy telefonu partnera, natarczywe telefony do pracy – wszystko to uderza bezpośrednio w fundamentalne dla istnienia związku obustronne zaufanie.

Ważne jest, by każdy miał w związku swoją życiową przestrzeń. Każdy potrzebuje czasu na swoje własne sprawy, w których obecność drugiej osoby nie jest potrzebna. Może partner ma jakieś swoje osobliwe hobby? Może chciałby się spotkać ze swoimi starymi znajomymi? A może potrzebuje chwili wyciszenia? Kłótnie, zazdrość i wszelkie podejrzenia są tu nie na miejscu. Nie możemy irytować się taką sytuacją, a już ma pewno nie możemy takiej irytacji ostentacyjnie okazywać. W przypadku większości związków odrobina przestrzeni dla każdego z partnerów pomaga w podtrzymywaniu uczucia oraz sprawia, że nigdy nie brakuje im tematów do rozmów. W rzeczywistości nie tylko nasi partnerzy, ale także i my potrzebujemy chwili tylko dla siebie. W przeciwnym razie, będziemy się od siebie oddalać, aż w końcu się rozstaniemy. Przecież nikt z nas tego nie chce. Pamiętajmy też, że obsesyjną zazdrością sami możemy nakłonić do zdrady, na zasadzie - jeśli i tak mnie podejrzewa, to dam mu chociaż prawdziwe powody... Osoba osaczona szukając swojej przestrzeni, właśnie wtedy może skorzystać z pojawiającej się okazji.

Ja i mój partner jesteśmy o siebie zazdrośni, chociaż wydaje mi się, że to On jest bardziej... Uwielbiam te Jego mini sceny zazdrości w domowym zaciszu! Nie wiem, co teraz powiedziałby o mnie mój partner, ale ja Jemu ufam bezgranicznie i wiem, że nigdy by mnie nie skrzywdził. Nie oznacza to jednak, że ja nie jestem zazdrosny - oczywiście, że jestem, tylko że kiedyś starałem się aż tak bardzo wszystkiego nie okazywać, uzewnętrzniać. Teraz już to robię i sam lepiej się z tym czuję, a i mój Skarb jest też spokojniejszy, bo wie, że Go kocham. To chyba zdrowa zazdrość i właśnie takiego uczucia każdemu życzę.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Praca, praca, praca

Wiem, ostatnio rzadziej się odzywam, za co bardzo Was przepraszam, ale jest to efekt pracy i wielu nowych obowiązków z nią związanych. Wcale nie narzekam na ich nadmiar. Wręcz przeciwnie - jestem szczęśliwy, że je mam, że mogę realizować się w tym, co kocham. Chyba właśnie o to chodzi w pracy, żeby lubić to, co się robi. A gdy dochodzi jeszcze do tego aspekt sprawiania ludziom małych i dużych przyjemności, wypada się tylko cieszyć, że można w takim procesie uczestniczyć. Oczywiście, jako że jest to mój początek, najpierw muszę się we wszystko wdrożyć, poznać zasady, wyrobić pewne nawyki, ale też i dużo nauczyć... Nawet nie przeszkadzają mi czasochłonne dojazdy :)


Prawdą jest, że nie jest to praca zgodna z moim wykształceniem i wcale nie było tak łatwo ją dostać. Jako laik musiałem wykazać się bardzo dużą determinacją (była to prawie godzinna rozmowa kwalifikacyjna), bo w procesie rekrutacji udało mi się pokonać ludzi po studiach w danej specjalności i nawet z dość pokaźnym zawodowym doświadczeniem. Pokazałem siebie z jak najlepszej strony, pokazałem, że będzie to praca związana z moimi pasjami... W końcu ktoś docenił moje starania i wszystko się udało!!! Teraz muszę tylko wszystkich utwierdzić w przekonaniu, że zatrudniając mnie, podjęli bardzo dobrą decyzję.

Dziś jest 19 kwietnia - są to moje urodziny, ale powiem szczerze, w ogóle nie czuję atmosfery, która kiedyś towarzyszyła mi takiemu świętu... Mam w pracy wolne, ale tak się złożyło, że do godziny 17-18 będę w domu całkowicie sam - nawet nie mam ochoty jakoś się przygotowywać, bo to nie ma sensu... Upiekłbym jakieś ciacho, ale nie mam za bardzo dla kogo... Z moim Skarbem też spotkam się dopiero wieczorem i to albo u Niego, albo gdzieś na mieście - wszystko zależy od pogody. Cały czas dostaję jakieś życzenia, ale pewnie gdyby nie przypominania Facebooka, to praktycznie nikt nie pamiętałby o tym, że akurat dzisiaj mam urodziny. Ja jednak jestem tradycjonalistą i prowadzę kalendarz, w którym mam wszystko zapisane, chociaż i tak zawsze staram się pamiętać najważniejsze dla mnie daty.

Powoli zbliża się południe, a ja nadal chodzę po domu w bokserkach i koszulce do spania. Najśmieszniejsze jest to, że dziwię się partnerowi, że on tak robi :) dzisiaj ja też mogę!!!